Przypomnijmy, w sobotę dość intensywnie tańczyliśmy na naszej zabawie karnawałowej, niedziela upłynęła pod znakiem wyjazdu do teatru na Antygonę, a w poniedziałek, 19. stycznia , spotkaliśmy się z Ewą Kwiecień – żywiołową akordeonistką z Morynia. Ewa to najprawdziwszy wulkan, tornado i swojski halny w jednym.
Rozbawiła, rozśpiewała i roztańczyła całą naszą uniwersytecką babciowo – dziadkową brać, bo – przypomnijmy – była to prawie wigilia naszego święta. Reakcja z naszej strony była jak najbardziej prawidłowa – rozgrzanym do czerwoności bohaterom dnia trudno było usiedzieć w miejscu. Dobrane przez Ewę melodie zmuszały do ruchu i do wspólnego śpiewnego świętowania. Podziwiano Ewę wirującą z ciężkim akordeonem. Nie wiem jak to robiła, ale uwierzcie – śpiewała, tańczyła i dyrygowała całą salą jednocześnie.
Wyprowadziła, tych najbardziej rozbujanych, poza krzesełka – poszły w ruch rury, dzwonki i ukulele, na których grali panowie Józiu i Antoni. Brawo! Warto zaznaczyć, że każda melodia była hitem lat 70 – tych , lat naszej młodości. Ewa, Ty wiedziałaś jak nas uszczęśliwić, dziękujemy! Chyba się domyślasz, że znacznie poszerzyło Ci się grono fanów i niech tak pozostanie.
Muszę się usprawiedliwić przed Ewą i Wami słuchacze MUTW dlaczego wkładam tekst na naszą stronę z tygodniowym opóźnieniem. Niespodziewanie zmogła mnie choroba, zaatakowała na wielu frontach. Zablokowała mi umysł, ciało, odebrała apetyt, siły i chęci, poczęstowała męczącym kaszlem oraz bólem, nie tylko, kręgosłupa. Uległam. Trudno uwierzyć, że mały, niepozorny wirus może mieć taką siłę rażenia. Jeszcze niepewnym, ale zdecydowanym krokiem wracam do gry. Do zobaczenia!
Maria Prymakowska – Paluch





































