Wykład został poprzedzony prezentacją dorobku naszej, prężnie działającej sekcji rękodzieła, którą kieruje Basia Purgal. Zachwytom nie było końca. Podziwiano różnorodne techniki, bogatą tematykę i cierpliwość koleżanek, które od lat pielęgnują swoją artystyczną pasję. Przekazują nam nawet prawdziwe małe arcydzieła. Przekazujemy je, w formie podziękowania, naszym wykładowcom na pamiątkę spotkania. Prezentację przygotowała Ela Kruk.
WYKŁAD
Co łączy narody? Z pewnością kultura, obyczaje, tradycje, pewnie miłość do Ojczyzny, ale przede wszystkim mowa. Język zmienia się na przestrzeni wieków, co udowodniła nam na wykładzie dr Renata Janicka – Szyszko, rzeczywiście nie używamy już słów z czasów Jana Kochanowskiego, a do języka narodowego płynne przeniknęły zapożyczenia z języków obcych, z racji ludzkich pasji, wyuczonych specjalizacji , czy z konkretnego regionu Polski.
Tym razem, nasza uwaga została skupiona na wzbogaceniu się języka narodowego o wyrażenia z języka myśliwskiego. Nawet ten kto nie był na wykładzie, z łatwością skojarzy słownictwo łowieckie ze współczesnymi odniesieniami, których większość warto przytoczyć. Do codziennego życia pasują ,,jak ulał”. Nikogo już nie zastanawia powszechne użycie słów m.in. pułapka, pudło, nagonka, sidła, doły, lep, tropić, trafić jak kulą w płot, wykurzyć, węszyć, wietrzyć, wziąć kogoś w obroty … To są wyrazy, które bez zastanowienia skąd się u nas wzięły, używamy w konkretnych okolicznościach. Gorzej było ze skojarzeniem wyrażenia wyskoczył jak filip z konopi. Po wykładzie wiemy, że filip – to dawna nazwa zająca. Sporo było odniesień do św. Huberta – patrona myśliwych. Ustalono w końcu, co było problemem przez długi lata, jak nazwać kobiety parające się łowiectwem. Przyjęła się piękna nazwa Diana.
Dziękujemy za wykład, który rozświetlił ,,mroki językowe”, wiemy już jak iść po tropach, żeby nie wpadać w doły i nie trafiać kulą w płot, nie dać się wykurzyć i zapanować nad wyskokami filipa z konopi.
Maria Prymakowska – Paluch



















